>>> uwaga!!!! zostałam wyżucona do dziadkuf. matka poszła do bibljoteki. ona coś kombinuje, muwię wam <<<
relacja puźniej
sobota, 15 maja 2010
piątek, 14 maja 2010
pokuj luli
No hej kohani, muwie wam co się działo u mnie. Matka zrobiła mi Pokuj Luli. Pszyniosła mi z pracy plakietkem "I am not bossy I just have better ideas" i kupiła biblioteke do tego jednego pokoju, co był pusty. I teraz to sie nazywa Pokuj Luli. Ale - szczerze - ja go sobie ważę całkiem lekce, bo bardziej mnie kręci moja nowa zabawka, co ją dostałam z okazji 12-godzinnego braku obecności matki w domu w piątek. Pszegieła stara, autentycznie. No ale pszynajmniej wruciła z worem prezentuw i fastfuduf. Oczywiście jak się żuciłam na jedzenie, to zaraz się zrzygałam, a poza tym ona (matka) mnie dorwała i zaczęła mi czyścić gluty z oczóf i w dodatku robić okład z cherbaty... Jakoś jednak pszeżyłam tródne hwile i zaraz po nich moja mama wyciongnela nowe zabafki. Wiecie jak ta krowo-mysz piszczy!!!!!! Piiiiiiiiiiiimuiuuuu Muupiiiiiiii!!!!!!!!!!!!!!! Bosko!!!!!!!
Aha. Siedziałam w tym tygodniu w domu i durzo czytałam bierzączki. I jestem zła na matkę, rze nie kupiłyśmy akcji PeZetU. Byśmy zarobiły tysiąca - mogłabym się wylansować u fryzjera na irokeza, kupić sobie durzo więcej jedzenia niż go mam i morze nawet by mi matka nabyła brata Leona albo siostre Lourdes. Anyway - jakby ktoś z wasm mugł mi pomuc załorzyć rahunek inwestycyjny, to będę wdzięczna. A jeszcze bardziej, jakbyście mi ten rahunek założyli z jakimś funduszem na inwestycje. Z pieniondzem znaczy.
No. To nie rzebranie. To się nazywa - dokapitalizowanie. Albo pozyskanie finansowania. Finansowania mojego pszedsiebiorstwa polegającego na istotnym dla środowiska lerzeniu, jedzeniu i spaniu. Ale lerzeć terz trzeba wiedzieć jak!
Woof.
środa, 14 kwietnia 2010
mam smutki... mutecki...mutecki mam
Jest ogulnie smutno. Bo nie wiem do końca jak się czuje Lula w pałacu prezydenckim. Curż. Ja sama czóję się dobrze. Lerzę na szezlongu, ktury odzyskałyśmy z mojom mamom niedawno.
Miałam dziś 7 kleszczykuw. Weekend u dziadkuw był... łóf.
Miałam dziś 7 kleszczykuw. Weekend u dziadkuw był... łóf.
czwartek, 8 kwietnia 2010
gdzie sikajom pieski
NIKT NIE DA CI TYLE, ILE JA CI OBIECAM - tak w skrucie można ując stosunek mojej matki do mnie.Gdybyście jej nie znali, to muwię wam, ona własnie taka jest. BEWARE!!
w święta po raz drugi zabrała mnie do lasu. W Gdańsku. hociaż w Warszawie mieszkamy pod lasem!!!!
w lesie było niezwykle interesójąco, hodziłam tropem ruznych siósków:
wydaje mi się, rze jakieś inne menu majom hłopaki i dziefczyny na pomożu
hmm... jest tego więcej?
Morzecie się śmiać z sików, ale siki potrafiom w rzyciu wiele zamieszać. a jak w rzyciu to terz w literatuże. Ostatnio było o sióśkach w świątecznej "Rzepie" w Plusie i Minusie: "Zastanawiałem się latami nad zadziwiająco bezkrytyczną recepcją tej książki (hodzi o "Cesarza" Ryszarda Kapuścińskiego - przypis Lólki) na świecie. Niby fikcja, ale przecież uwierzono w każde słowo. Cesarski piesek sikał na buty dworzan, a sam cesarz zaczynał dzień od wysłuchiwania donosów. Jakie to ciekawe! Gdyby napisał, że piesek sikał tam, gdzie pieski zawsze sikają, a cesarz zaczynał dzień od modlitwy, to nikogo by nie zaciekawił".
W ogule sobie pszeczytajcie ten wywiad - to jest rozmowa z wnókiem cesaża Hajle Sellasje, kturego opisał ten znany dziennikarz Kapuściński (fszyscy na nim wieszajom psy, a ja go jakoś lóbię, bo on dostżegał znaczenie czforonoguf w polityce - ba w stosónkach międzynarodowych). Wywiad jest tu: Cesarz nie jest o moim dziadku
To czytajcie, a ja idę na spacer myśleć, gdzie by tu nasikać, rzeby o mnie też napisali. Ale nie w gazecie tylko w literatuże.
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
bosko było nad możem, ale musze chwile odpoczonć teraz
puzniej wam opowiem co się działo, jak sobie wytrzepię resztki piasku spomiedzy palcuf. za podószek łapowych znaczy. woof
pszy okazji - gdbyście mieli coś do jedzenia, to napiszcie do mnie, pszyjadę taksuwką
pszy okazji - gdbyście mieli coś do jedzenia, to napiszcie do mnie, pszyjadę taksuwką
środa, 31 marca 2010
rzyczeń moc
Hola! Hola! Melo! Coco! Bannana... dos euros... Maży mi się piasek na plarzy, ale mam trawe na patio na razie.
Nie pokazwyałam się ostatnio, bo byłam strasznie zapyziała - długie włosy powiewały mi na wietrze i wypadały z nich kawałki traw oraz gruzełki ziemi.Nawet moje kolerzanki Kluska i Beza patrzyły na mnie jakbym była zbyt ekscentryczna na ich toważystfo.
Ale wczoraj things have changed - matka mnie oszczygła i teraz wyglondam tak, rze.. ach!!!! Muwie wam, ja mam w sobie coś takiego, co nie daje spać kolegom. Wizyty u Bulleta som dla mnie menczonce, bo on leci na mnie tak nahalnie, rze szok! Absmak!
Tymczasem ja poszalałam przes ostatnie tygodnie i tak siem wybawiłam, że normalnie straciłam jurz prawie ohote na seks. Dlatego zaszywam się wieczorami w pościeli z książkom. Teraz akurat jak matka czyta znowu jakieś pierdoły nudziarskie, do mojego posłania spadła jej z łużka Krytyka Polityczna. Obejżałam ilustracje na razie, bo litery mi się w tej pozycji mniej podobajom. Bo tego Cezarego Mihalskiego z jego długaśnym dziennikiem nie da siem czytac po prostu. Pszynudza jak w "Jezioże Radykałuw" normalnie.
Aha - jakbyście mnie szukali to nie będzie mnie teraz pżes hwile. Jedziemy z matkom do Gdańska na święta.
Mam nadzieje, że wrucę z kolekcjom nowyh zdjęć do wyświetlenia gotowyh.
A Wam w tym czasie rzyczę Wesołyh Świąt! I nie objadajcie się, bo wam poobijam jajka!
woof
Nie pokazwyałam się ostatnio, bo byłam strasznie zapyziała - długie włosy powiewały mi na wietrze i wypadały z nich kawałki traw oraz gruzełki ziemi.Nawet moje kolerzanki Kluska i Beza patrzyły na mnie jakbym była zbyt ekscentryczna na ich toważystfo.
Ale wczoraj things have changed - matka mnie oszczygła i teraz wyglondam tak, rze.. ach!!!! Muwie wam, ja mam w sobie coś takiego, co nie daje spać kolegom. Wizyty u Bulleta som dla mnie menczonce, bo on leci na mnie tak nahalnie, rze szok! Absmak!
Tymczasem ja poszalałam przes ostatnie tygodnie i tak siem wybawiłam, że normalnie straciłam jurz prawie ohote na seks. Dlatego zaszywam się wieczorami w pościeli z książkom. Teraz akurat jak matka czyta znowu jakieś pierdoły nudziarskie, do mojego posłania spadła jej z łużka Krytyka Polityczna. Obejżałam ilustracje na razie, bo litery mi się w tej pozycji mniej podobajom. Bo tego Cezarego Mihalskiego z jego długaśnym dziennikiem nie da siem czytac po prostu. Pszynudza jak w "Jezioże Radykałuw" normalnie.
Aha - jakbyście mnie szukali to nie będzie mnie teraz pżes hwile. Jedziemy z matkom do Gdańska na święta.
Mam nadzieje, że wrucę z kolekcjom nowyh zdjęć do wyświetlenia gotowyh.
A Wam w tym czasie rzyczę Wesołyh Świąt! I nie objadajcie się, bo wam poobijam jajka!
woof
poniedziałek, 1 marca 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)


